Zaczynamy? No to o zaczynaniu słów kilka…

Przyznam się szczerze, że nie chciałam pisać jakiegoś wstępnego postu, o tym co ja tu będę wyczyniała i do czego dążyła. Chciałam od razu „ruszyć z kopyta”, czyli zacząć od moich najświeższych przemyśleń, a były to związane z … bajką. Miałam pisać o Vaianie, o tym jakie życiowe lekcje dla mnie płyną z tej bajki, co można się z niej nauczyć, również ewangelicznego ( ! ) No i zaczęłam pisać… a po kilku zdaniach skończyłam bo

wszystko było nie tak, jak chciałam.

A jak chciałam?

Chciałam, żeby było idealnie. Żebym w jednym wpisie zamieściła wszystko, co chciałam, żebyście mogli o mnie pomyśleć. Że jestem twórcza, mądra, ciekawa, że mam bystre teksty i światłe refleksje. Że jak przeczytacie ten wpis to Wam oczy na wierzch powychodzą. Że TACY będziecie oczarowani. Tymczasem zawiodłam…

I BARDZO DOBRZE !!

Zamiast oczarowywania, będę po prostu tym, kim jestem. Nie jestem pisarką, felietonistką, redaktor naczelną. Nie mam żadnej wiedzy o tym, jak pisać. Pewnie już dziesiątki błędów popełniłam pisząc ten wpis. No nie potrafię inaczej. Ale wiecie co?

Nie potrafię Was oczarować moimi zdolnościami pisarskimi, ale mam inne umiejętności. Potrafię wejść w głąb siebie. Potrafię dostrzec, co tam siedzi za skorupą, co kryje się za maskami. I potrafię się zdemaskować. Sama przed sobą. A teraz przed Wami.

I chyba głównie o tym będzie mój blog. O demaskowaniu. O szukaniu i odnajdywaniu. O pytaniu i odpowiadaniu. O kruchości. O słabości. Ale też o radości, odwadze i przede wszystkim wolności przez duże W.

Zamiast pokazania swoich cech, które moglibyście uznać za mocne- pokazuję Wam moją słabość. Że czasem chcę być taka, jak mi się wydaje że będzie ok, abyście mnie lubili, aby zyskać Wasz szacunek.

Tymczasem nie o to chodzi. Trzeba pozwolić sobie na niedoskonałości i przede wszystkim na zaakceptowania siebie taką , jaka jestem w danej chwili. To nie oznacza, że nie mam aspiracji iść dalej. To oznacza , że teraz mam tyle, tylko tyle i aż tyle.

Mamy pragnienia, marzenia, ale nie mamy odwagi ruszyć tyłka i zacząć je realizować. Wolimy leżeć i śnić o rzeczach, które robimy niż rzeczywiście je robić! Fantazjujemy o przyszłości, zamiast ją współtworzyć. Dlaczego? Bo boimy się.

Boimy się, bo wiemy, że to nie będzie proste. Boimy się, że nasz obraz samych siebie mocno podupadnie w naszych własnych oczach. Chcemy mówić po angielsku, ale nie zapisujemy się na kurs, nie kupujemy podręczników, a nawet jak kupimy to ich nie otwieramy, bo oto czar pryska i nastał czas żmudnej pracy przyswajania słówek, powtarzania na głos tych samych konstrukcji w kółko. A wtedy nie jesteśmy tacy atrakcyjni, nie błyszczymy. Zawsze można zamknąć tę książkę, zakończyć kurs i położyć się z powrotem na słynnej kanapie, aby oddać się marzeniom, w których jesteśmy native’ami …

Marzymy, aby grać na fortepianie, ale nie idziemy na pierwszą lekcję. Albo rezygnujemy po piątej. Przecież nie tak miało być! Miałam umieć po dwóch lekcjach zagrać standard jazzowy i po miesiącu wystąpić w Harrisie. A tu się okazuje, że muszę gamę C-Dur rypać w kółko i w kółko. Na prawą rękę. Potem na lewą. A potem nie daj Boże na obydwie,. W tym samym czasie.

Moi Drodzy Czytelnicy, jeśli ich mam- dziękuję, że przeczytaliście mój pierwszy wpis. Zapraszam Was dalej do wspólnej przygody odkrywania głębin naszego jestestwa. Do zastanawiania się nad rzeczywistością. Do szukania i wspólnego odkrywania. Dlatego już teraz zachęcam Was do obfitego dzielenia się Waszymi spostrzeżeniami.

I na koniec, życzę sobie i Wam, abyśmy umieli zaczynać. Abyśmy zaczynali. Abyśmy wierzyli w sens obranej drogi i nie poddawali się. Abyśmy nauczyli się dostrzegać wartość w pracy, wytrwałości i małych sukcesach. Abyśmy pozwalali sobie, być tacy jacy naprawdę jesteśmy i nie bali się tego pokazać.

 

😉

Z Panem Bogiem !

Em.

5 komentarzy

  1. Paweł Maduzia

    Tak naprawdę to bardziej potrzeba nam wytrwałości, gdyż zaczynamy często coś pod impulsem pragnienia w którym jeszcze nie ma trudności, one z kolei pojawiają się gdy już coś jest zaczęte, a zwłaszcza gdy nie idzie po naszej myśli 🙂 przynajmniej ja tak czasem mam. Zacznę jakiś projekt, a potem go odkładam na jakiś czas, albo na zawsze… ;-/ Oczywiście zaczynania też trzeba sobie życzyć bo zez tego i wytrwałości nie będzie, więc życzę autorce i wytrwałości i zaczynania wszystkiego o czym marzy i nie tylko jej. Pozdrawiam

    • Emilia

      Dzięki Paweł za Twoją wypowiedź 🙂 zgadzam się z Tobą w stu procentach, że jak już zaczniemy, to bez cierpliwości i wytrwałości dalej nie pociągniemy! Jednak nie nazywałabym tego, że czegoś nam bardziej potrzeba- że początek jest mniej ważny od wytrwałości , albo na odwrót. Bo czym byłaby wytrwałość bez początku? A czym zaczęte dzieło bez wytrwałości? Nawzajem się przenikają i obydwu ich potrzebujemy na innym etapie.
      Ja niestety też wiele rzeczy zaczęłam w przeszłości bez kontynuacji, bo emocje opadły, bo mi się nie chciało, bo nie było spektakularnych efektów… Mam nadzieję, że w tej kwestii wiele się zmieniło i u Ciebie również. Pamiętajmy o tym ! 🙂 pozdrawiam Cię

Dodaj komentarz